Kartka z historii

13 grudnia - w rocznicę pamiętnego grudnia 1981 

1981 - generał Wojciech Jaruzelski ogłosił, że Rada Państwa wprowadza w Polsce stan wojenny. Trwał do lipca 1983 roku. Władze wprowadziły godzinę policyjną i zawiesiły działalność wszystkich organizacji i stowarzyszeń oraz związków zawodowych, internowano działaczy i doradców NSZZ "Solidarność". Tego samego dnia Ronald Reagan wprowadził sankcje gospodarcze wobec PRL.

? W kilku kopalniach na Śląsku, m. in. w kopalni "Wujek" i "Piast", trwały przedłużające się strajki okupacyjne pod ziemią; w kopalni "Wujek" w czasie szturmu zabito sześciu górników (na skutek odniesionych ran zmarło jeszcze trzech górników). Ale na ogół opór prędko złamano. Moment zaskoczenia działał skutecznie. 

Z końcem roku siły zbrojne sprawowały wyłączną kontrolę nad krajem. W ciągu roku 1982 Polską rządziła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON), powszechnie nazywana "wrona". (...) Dziesiątki tysięcy niewinnych obywateli zatrzymano (m. in. L. Wałęsę). 

Sześć czy siedem tysięcy odosobniono w 49 obozach internowania. Mówiło się o obiciach i przypadkach śmierci. Mnóstwo ludzi zmuszano do podpisywania "deklaracji lojalności" (dokładnie deklaracji zdrady "Solidarności") pod groźbą utraty środków do życia lub uwięzienia. (...) 

Przedsiębiorstwa przemysłowe zmilitaryzowano i podporządkowano dyscyplinie wojskowej. Zasady stanu wojennego pozwoliły władzom narzucić godzinę policyjna, kontrolować podróże, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, zakazywać zgromadzeń publicznych i najmniejsze oznaki sprzeciwu karać grzywna lub aresztowaniem.

Wypowiedziano wojnę społeczeństwu polskiemu. Komuż by innemu?
? WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI; Warszawa, 12 grudnia 1981:

W środku nocy dzwonek do furtki, wielokrotny, ostry i przenikliwy. W środku nocy! O tej porze? (...)
- Kim panowie są? - pytam.
- Milicja.
- Milicja nie przychodzi nocą - odpowiadam. - Milicja przychodzi wczesnym rankiem. A wiec panowie, przyjdźcie rano... 
Ale cienie nie znikają.
- Niech pan nam nie utrudnia - mówią już trochę zniecierpliwieni. Schodzę na dół. Drzwi są już na wpół wyłamane. (...)
- Panowie, dlaczego wyłamaliście drzwi? Przecież wiecie, że nasze przepisy nie pozwalają na nocne aresztowania.
Ale oni mówią:
- Już nie teraz. Teraz jest stan wojenny. 
? TADEUSZ ŁOMNICKI; Warszawa, 15 grudnia:

...nagle przed Pałacem Staszica zobaczyłem "suki", do których ładowano wyciągniętych siłą, wynoszonych za ręce i nogi profesorów i naukowców Polskiej Akademii Nauk. Był to widok okropny i żałosny, niewiarygodny. Obok, z długimi pałami, przebiegali rozwścieczeni funkcjonariusze ZOMO. Na ulicy gromadzili się ludzie, otwierano okna mieszkań, zaczęto krzyczeć i skandować: "Gestapo! gestapo!". 
? ŻOŁNIERZ Z GRUPY SZYBKIEGO REAGOWANIA; Śląsk, grudzień 1981:

My boimy się tak samo jak inni ludzie. Jak się okazało - boimy się nawet bardziej niż górnicy. W "Wujku" szli wprost na czołgi, wozy pancerne. Z siekierami, łomami, łańcuchami, z absolutną determinacją. Boże, co tam się działo. 

Blokujące się wzajemnie czołgi, wypadający zza nich zomowcy o wyglądzie bestii - oddział specjalny. Biegli wprost na górników, którzy rzucili się z taką siłą, że początkowo w czasie tej jatki uzyskali przewagę. Sam widziałem jednego, który jakimś metalowym narzędziem zaatakował zomowca, tak że odciął mu rękę wraz z ramieniem. 
W potwornym chaosie jeden z czołgów utknął nad szybem i nie mógł się wycofać. Otoczyła go grupa górników i zaczęła polewać benzyną. Na szczęście zauważył to nasz dowódca - wrzeszczał, że w środku są żołnierze. Górnicy zawahali się. Ktoś powiedział, że jeśli to żołnierze, to nawet pomogą im się wydostać. Ale jeśli tam są zomowcy, to rozszarpią gołymi rękami. 
? GÓRNIK z "WUJKA"; 16 grudnia:

Usłyszałem (...) serię z karabinu maszynowego. Myślałem, że to z czołgu, ale nie, bo czołg ma większy kaliber. To był uliczny k-m (...). Z tej broni zostały oddane (...) serie i sześciu ludzi padło trupem. 
? ROBOTNIK Z GDAŃSKA; Gdańsk, 17 grudnia:

Ataki były zaciekłe. (...) Złapaliśmy dwóch zomowcow. Była nas może stuosobowa grupa. Ludzie rzucili ich na ziemię, kopali, pluli im w twarz. Zdarliśmy z nich mundury, hełmy, tarcze. 
Ktoś powiedział, ze ma nóż i ich wykończy. Nie pozwoliliśmy mu. Gdy wyglądało na to, że stracili przytomność, rzuciliśmy ich po prostu do Motławy. Wylądowali na dużej krze. Nie wiem, co się z nimi stało, bo nadjechały wozy pancerne i musieliśmy uciekać. 
? UCZESTNIK DEMONSTRACJI; Gdańsk, 17 grudnia:

Potem nadjechały czołgi, zaczęły strzelać ślepymi nabojami, robiąc tym olbrzymi hałas. Baliśmy się, ale postanowiliśmy się zatrzymać. Małe grupy zaczęły atakować ze wszystkich stron. Użyliśmy benzyny i gdy na pancerzach pojawiły się płomienie, czołgi wycofano. To było niesamowite, trudne do opisania. Ludzie biegali we wszystkie strony, w powietrzu latały fragmenty eksplodujących kanistrów. 
? FUNKCJONARIUSZE MO (z nasłuchu radiowego); Gdańsk, 17 grudnia:

Pancernik: - Nasi od 3 Maja... i zaczynają walić! Pod Komitetem seria! (...)
Borsuk: - Tak rozumiem, pod Komitetem seria z broni maszynowej.
Pancernik: - Serie ostre idą! (...)
Bolek: - Pod Komitetem na ostro idzie.
Borsuk: - Czy idzie ostra walka, czy idzie ostra amunicja? Bo to dla mnie różnica zasadnicza!
Bolek: - Cały czas o amunicji mówię. W tej chwili cały czas serie lecą (...).
? ARESZTOWANY; Łódź, 17 grudnia:

Wprowadzają nas do brudnego pomieszczenia bez mebli: tylko stół i dwie metalowe szafki. Jak weszliśmy, bili jakiegoś człowieka w kożuchu. Kazali nam stanąć twarzą do ściany i nie odwracać się. 

Za chwile słyszę:
- On, kurwa, przez ten kożuch nic nie czuje, trzeba go rozebrać.
Słyszę szamotaninę. I po chwili krzyk. Potworny krzyk. Zmartwiałem. Co trzeba zrobić z człowiekiem, żeby tak potwornie krzyczał. Odwróciłem się. Leżał na podłodze twarzą do ziemi. Jeden milicjant stał mu na przegubach obu rąk, drugi rozkraczony na jego nogach. 

Dwaj pozostali bili go z obu stron pałkami. Tylko tyle. Dostałem cios pięścią w twarz i z powrotem do ściany.
? UCZESTNIK DEMONSTRACJI; Warszawa, 3 maja:

Milicjanci rzucają na atakujących petardy i granaty dymne. (...) Dochodzi do walki wręcz - oni biją pałkami, my - kijami, drążkami. Jesteśmy górą! Z Jezuickiej wyjeżdża gazik z zamontowaną na dachu wyrzutnią rakiet. 
Nagle - strzał w tłum. Jeden, drugi, trzeci... Chłopiec obok mnie chwyta się za twarz: "Jezus! Oczy!". Ktoś inny obrywa w nogę. Natarcie załamuje się. Na Rynek wjeżdżają karetki pogotowia, zabierają rannych. ZOMO rusza do ataku. 
? INTERNOWANY; Kwidzyn, 14 sierpnia:

(...)Wyselekcjonowane ofiary zatrzymywano i katowano, bijąc po głowie, plecach, nerkach, kopiąc w genitalia - nawet, gdy pobici leżeli już na podłodze. (...) 
Również w celach bito internowanych, każąc niszczyć plakaty, symbole religijne i związkowe. Bito strasznie. Wiele cel po parę razy. 

Niektórzy zasłaniali się stołkami, jednak pod uderzeniem pałki deski rozlatywały się. Jeden z internowanych, zbity już trzykrotnie, gdy po raz czwarty otwarły się drzwi, dyktował koledze testament. Mówił, że nie wytrzyma kolejnego katowania. 
? JAN P., UCZESTNIK DEMONSTRACJI; Nowa Huta, 31 sierpnia:

Robi się szarawo. Lecą w górę rakiety świetlne. Demonstranci wyciągają butelki z benzyną. Skoty się cofają. Działko wodne grzęźnie na torowisku. Ląduje na nim butelka. Ogień. Przerażona załoga traci nerwy. Działko "tańczy", żałosne dwa strumyki sik... sik... pryskają resztkami wody na pancerną ścianę. Po dramatycznej szamotaninie działko wydostaje się z pułapki i zmyka na wysokich obrotach - ile koni w silniku. "Huuurrra!" - wrzeszczą demonstranci. (...) 
? TADEUSZ RZESZOTKO, ARESZTOWANY; Wrocław - Kleczkowska, 31 sierpnia:

Wieczorem, kiedy w mieście zaczęły się walki, wszyscy zawiśliśmy na kratach. Ci z atandy zaglądają w okna, ale do cel nie wchodzą. Huki wystrzałów, odgłosy walki z każdą chwilą przybliżają się do więzienia. Może nasi je zdobędą?! Nawet ci, co się przedtem załamywali, teraz całą noc wiszą w kratach, wierzą, ze będzie dobrze. 
? UCZESTNIK DEMONSTRACJI; Lubin, 31 sierpnia:

(...) Gdy się obejrzałem - zobaczyłem, ze milicyjna nyska jeździ w koło za uciekającym młodym człowiekiem. W pewnym momencie w okienku samochodu pojawiła się ręka - padł strzał. Chłopiec wyrzucił ręce w górę i padł, jeszcze próbował na czworakach uciekać przed oprawcami, lecz samochód był szybszy. Przejechał człowieka.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że krzyczę: "Mordercy!". (and, an)